piątek, 20 grudnia 2013

Podziękowania z życzeniami

Dziękuję z całego serca za wszystkie wyjątkowe słowa od Was, modlitwę i wsparcie dla Jasia i dla nas! Jaś rośnie i dobrze przybiera na wadze, a to teraz ważne. Są lepsze i gorsze dni. Przegryzam się przez wszystko co za nami, przez emocje i to co przed nami. Nie miałam pojęcia o istnieniu świata serduszkowych dzieci i całej głębinie ich problemów i smutków. Na szczęście nie mam zbyt wiele czasu na rozmyślania przy trójce i żyję codziennością :) Dziękujemy, że jesteście z nami!

Miałam plany żeby dokończyć do świąt szycie dwóch heksagonowych serwet. Uszyłam dużo, ale skończyć mi się nie udało więc poleżą rok. Teraz już od tygodnia nawet ich ruszam, bo i tak nie zdążyłyby dotrzeć pocztą do miejsc przeznaczenia. No cóż, przyzwyczajam się że w tym roku wszystkie plany trzeba zweryfikować, od najmniejszych do największych.

Ale na pocieszenie mogę się pochwalić wygraną w candy u Alicji. Nie zapisuję się na takie zabawy już praktycznie wcale, ale gazety patchworkowej a w dodatku japońskiej (moja najstarsza córka nie wiadomo czemu szaleje na punkcie wszystkiego co japońskie) nie mogłam sobie odpuścić. Gazeta dotarła wczoraj i bardzo Ali za nią dziękuję! Alicję w blogowym świecie znam już od jakiegoś czasu, jest bardzo ciepłą osobą, a w dodatku tworzy cudowne quilty i otacza się pięknymi przedmiotami. Polecam Wam oba Jej blogi Beautyhome oraz Po tamtej stronie lustra.Przejrzałam gazetę i jestem zachwycona, szczególnie projektami heksagonowymi (te sowy są rewelacyjne). Zaskoczyło mnie, że gazeta jest "od tyłu" :) bo przecież japoński zapisuje się od prawej do lewej. Wszystkie projekty są cudowne, a ręczne szycie mnie wciąż olśniewa!




Na zakończenie składam Wam najlepsze życzenia Świąteczne, by czas Bożego Narodzenia był dla Was czasem rodzinnej radości! A Nowy 2014 Rok niech okaże się lepszy dla każdego z nas!
Na Malcie ciepło i słonecznie, więc atmosfery świąt nie czuję wcale i jakoś trudno mi uwierzyć, że za kilka dni Wigilia... Ale nie ma czego nam zazdrościć, tak jak w Polsce w tym sezonie jesteśmy ciągle przeziębieni i to moje dzieciaki zazdroszczą Wam, że już był śnieg w Polsce ;)

Pozdrowienia!
Ula

wtorek, 12 listopada 2013

Sercowe sprawy

Dokładnie miesiąc temu urodził się nasz trzeci Maluch - Jaś. Wszystko miało być proste i zwyczajne a okazało się, że przeprowadzka na Maltę to był jedynie delikatny przewrót w naszym życiu w tym roku, a dużo większy dopiero się czaił. Okazało się, że nasz Jaś urodził się z rzadką wadą serca. Pierwsze 3 tygodnie życia spędził w szpitalu na Malcie i w Londynie. Przez ten miesiąc rzadko kiedy nadążałam za tym co się dzieje, po prostu się działo - raz lepiej, raz gorzej. Dziś jesteśmy w domu z myślą, że jeszcze wiele przed nami, a najważniejsze to dotrwać do operacji. Wierzę, że obecna stabilizacja Jasia to zasługa modlitw wielu ludzi! Cieszymy się byciem w Piątkę, choć nie ukrywam jestem zwyczajnie zmęczona wielką kumulacją nieszczęść. Już się przekonałam, że limit nieszczęść nie istnieje, ale jak to dziś przeczytałam na blogu innej Mamy- limit nadziei też nie istnieje :)


O szyciu na razie mogę pomarzyć, ale to co widać poniżej chciałabym skończyć w tym roku, bo święta jak na złość nie chcą się przesunąć na jakiś bardziej luźny termin ;)


Bardzo rzadko piszę o naszym rodzinnym życiu na blogu. Dziś jest wyjątkowa okazja więc wrócę z wpisami gdy znowu zacznę szyć. 
Do zobaczenia!
Ula

środa, 9 października 2013

Jesień a ja na zimowo - nie tylko krzyżykowo

Przyspieszona produkcja kartek świątecznych została ukończona w połowie września, ale robienie zdjęć trochę czekało na swój dzień. Wyszywało się całkiem szybko, ale nie ukrywam, że bardzo ucieszyłam się z powrotu do zszywania heksagonów. Tak wygląda efekt mojego krzyżykowania.


To mój ulubiony obrazek, najwięcej przy nim dłubania, za to efekt wart pracy.


A tego Mikołaja "skserowałam" kilka razy, bo szybki do wyszywania i spodobał mi się taki mały Mikołajek :) W każdym chyba się gdzieś pomyliłam, ale dzięki temu przecież każdy jest wyjątkowy.


Powstały jeszcze dwie kartki, już nie krzyżykowe a z wykorzystaniem resztek świątecznych tkanin.


Moje heksagonowanie świąteczne poszło do przodu i dziś jest na takim etapie:


Dziękuję Wam za komentarze pod "maleństwem" - zdecydowałam, że doszyję jeszcze 15 sztuk, bo na tyle mam resztek i powstanie z tego mała serweta na stół. Trzymajcie kciuki, żeby na tegoroczne święta jeszcze się załapała :)

Życzę Wam udanego tygodnia i dobrej jesiennej pogody 
(my tu wciąż na letnio) 

Ula

poniedziałek, 7 października 2013

Maleństwo

Po wycinaniu heksagonów ze świątecznych tkanin zostały ścinki cudownych tkanin i szkoda mi było je wyrzucić. Wymyśliłam więc kolejne syzyfowe prace. Nadal pozostając w nurcie EPP (english paper piecing) wybrałam romby, bo taki kształt miały ścinki i stworzyłam to maleństwo. Krawędź tak wszytego rombu ma 2 cm.


Szycie zajęło niedużo czasu, ale nie wiem co myśleć o uszyciu większej ilości, bo to jednak poważne syzyfowe katusze takie malutkie rombiki :) Dla ujęcia skali foto z monetą.


Dobrego tygodnia!
Ula

sobota, 28 września 2013

Monotematycznie

Nadal heksagony - od nich się długo nie uwolnię, ale dobrze mi z tym! Wykrzyżowywałam już wszystkie kartki świąteczne, tylko pokażę je przy okazji, bo muszę nacieszyć się powrotem do szycia i znaleźć okazję na zrobienie zdjęć haftów :)

Ta gwiazda jeszcze nie dostała 4 kwiatów do kompletu, ale zaczęłam inną rzecz więc chwilę poczekają.


A to co zaczęłam w tej chwili to temat świąteczny w wydaniu heksagonowym. Już niedługo czeka mnie dłuższy przestój więc szyję ile mogę. Tkaniny są cudowne i aż chce się szyć!


Udanej niedzieli Wam życzę i przesyłam trochę słońca, bo mi go tutaj aż za dużo.

Ula

środa, 11 września 2013

Przewrotnie na upał

U mnie upał i nie powiem, żebym się z tego cieszyła... Na dodatek wyszywanie w takich warunkach motywów bożonarodzeniowych wydaje się absurdalne. Ale wiem, że w okresie bliżej świąt na pewno nie znajdę na to czasu, więc zabrałam się wcześniej za robienie kartek. Ręcznie robione kartki to już nasza tradycja.


W tym roku postawiłam na krzyżykowanie, chociaż wolałabym coś z wykorzystaniem maszyny, byłoby szybciej. Już się przekonałam, że z krzyżykami nie połączy mnie wielka miłość, ale wzory czasem są tak piękne, że mogę się poświęcić. Tak więc zdrada heksagonów jest tylko chwilowa i tak naprawdę to krzyżyki stawiam wieczorami do filmów, a na dworze najlepiej jednak idą heksagony :)


Zrobiłam dwie bombki (ta na zdjęciu powyżej to moja ulubiona na choince i tutaj też fajnie wyszedł efekt 3D) i dokończyłam aniołka, którego entuzjastycznie wybrała i zaczęła wyszywać moja 6-cio latka, ale dokończyć już nie chciała i zaparła się że do świąt nie ruszy ;) Reszta wzorów nieodgadniona, szukam coraz prostszych żeby przyśpieszyć dłubanie.

Dobrej reszty tygodnia!
Ula

środa, 4 września 2013

Moje heksagony

Dziś pokażę, co tak naprawdę dłubię z heksagonów. Ma to być kocyk/ narzuta dla chłopca, ale możliwe że jednak zostanie moją narzutą bo zaczynam podejrzewać, że ten chłopiec mnie kiedyś przechrzci za te różowe heksie ;)

Oto moje "początki" - już 191 heksagonów.


Wzór nie był planowany, więc dobór kolorystyczny wynika z nagromadzonych zapasów heksagonów- czyli totalny mix i sztukowanie tam gdzie do kompletu kolorystycznego zabrało np. 1 kawałka materiału (nie wspominając o tym, że ten kawałek a nawet dużo więcej leży sobie spokojnie w pudle w moim domu i niestety sam tutaj nie przybędzie).

Zdjęcia "takie se" więc jeszcze jest drugie w innym ujęciu.


Najpierw myślałam o watercolor, ale odpuściłam temat, bo na pewno będę dorabiać heksagony z nowo nabytych tkanin i nie udałoby mi się zachować kolorystycznych przejść. Więc wyszukałam sobie wzór, który nie jest aż tak zwyczajny ale do zrealizowania dość prosty. Inspiracją stał się dla mnie quilt Mosaic Star, który jest wariacją na temat Grandomother's Flower Garden. Oryginał możecie zobaczyć tutaj.

Cały będzie wyglądał mniej więcej tak, ale już mam niecny plan jak tu nakombinować, żeby wyszło coś oryginalnego, bo mam jeszcze dużo heksagonów w mniejszym rozmiarze. Kolorystycznie oczywiście u mnie inaczej.


To teraz muszę nabrać tempa bo nie mam nic do pokazania na najbliższe tygodnie :) Ale na pocieszenie mam nareszcie nici bawełniane, którymi szyje się ręcznie o niebo lepiej niż poliestrowymi, więc mogę szyć bez zbędnych nerwów o wciąż przecierającą się nitkę.

Do zobaczenia!
Ula

niedziela, 1 września 2013

Dłuuuuuugi pies

Jamnik to pies, którego lubię szczególnie a jeszcze bardziej gdy jest to po prostu przedłużona wersja rudego kundelka :)


Uszyłam więc jamnika, takiego akurat do małej rączki w kolorach różnych przeróżnych. Uszyty w całości ręcznie - nic nie wskazuje, że jednak nabędę tu maszynę, więc przez rok igła to moja najlepsza przyjaciółka :)


W międzyczasie regularnie zszywam heksagony ale chcę pokazać ich większą całość więc muszą jeszcze poczekać na sesję zdjęciową. Szczerze zazdroszczę Wam nadchodzącej jesieni! Tutaj bez zmian, ostatnie dni to 33 stopnie i jedyny szał to 30 minut deszczu pierwszy raz od 3 miesięcy.

Dziękuję Wam za odwiedziny i wszystkie komentarze :)
Ula

sobota, 17 sierpnia 2013

Stado kucyków

Spodobało mi się szycie małych zabawek a kucyk jakoś szczególnie mi się podoba, bo łatwo go zrobić. Z tej okazji powstały aż trzy kucyki, wiadomo dla dziewczynek.


Dwa kucyki są dwustronne, uszyte z dwóch tkanin w grochy, a trzeci cały z jednej tkaniny. Do tego każdy ma mulinową grzywę i ogon.


Każdy kucyk w całości szyty ręcznie- nie spodziewałam się, że ręczne szycie mnie tak wciągnie i że do małych projektów wcale nie będzie mi brakowało maszyny. Ale na coś większego bym się bez maszyny nie porwała, więc wracam do ręcznego dłubania heksagonów :)

Ula

piątek, 16 sierpnia 2013

Niebieski lunch bag

Dla drugiej mej pociechy powstała torebka kanapkowa czyli lunch bag w wydaniu niebieskim. Podszewka, tak jak w wersji różowej, to również wykonanie Edyty (tylko o zdjęciu podszewki w gotowym wyrobie zapomniałam ;)



Dziś krótko - czekam na koniec lata, choć moje oczekiwania w tym klimacie są chyba mocno wygórowane... Niestety upalna aura mocno mnie przytłacza.

Dziękuję Wam za wszystkie budujące i sympatyczne komentarze!
Ula

wtorek, 13 sierpnia 2013

Jak uszyć węża - tutorial

Tutorial całkiem bez okazji, a zmotywowało mnie przejrzenie haseł wyszukiwania mojego bloga. Zapytanie "jak uszyć węża" pojawia się regularnie, a gotowe zdjęcia leżą na dysku od półtora roku, czyli od czasu gdy szyłam mojego węża, więc trzeba się zabrać do roboty ;)


Mój wąż miał około 1,5 metra. Uszyłam go bez jakiegoś konkretnego wykroju. Na głowę potrzebujemy:
- czerwoną tasiemkę, z jednej strony zakończoną by się nie strzępiła
- na wnętrze pyska dwa kawałki materiału np. dł 20 cm, szerokość 15 cm
- na zewnętrzną część głowy dwa kawałki materiału o szerokości 15 cm i długości ok 40 cm.
Najpierw wszystkie cztery części pyska z jednej strony wycinamy w zaokrąglony kształt (moje zdjęcie jest już ze szwami ale tym się nie sugerujcie teraz).



Potem składamy dwa mniejsze kawałki materiału (u mnie to te pomarańczowe) prawymi stronami do siebie i na prostej części zszywamy je razem z tasiemką ułożoną na środku (tak że tasiemka dłuższą częścią leży na prawej stronie tkanin). Linię szycia wskazuje czarna linia na zdjęciu. W ten sposób połączyliśmy język z wnętrzem pyska.


Kolejny etap to połączenie wierzchu głowy z wnętrzem pyska. Przed przystąpieniem do tego etapu można naszyć wężowi oczy, ja robiłam to na samym końcu już po wypchaniu, bo przyszywałam je ręcznie a nie maszynowo i było mi wygodniej.
Rozkładamy wnętrze pyska i pod każdą część podkładamy zewnętrzną część głowy węża tak by zaokrąglenia do siebie pasowały, a tkaniny były złożone prawymi stronami do siebie. Przeszywamy osobno części: dolną pyska z dolną głowy i tak samo górną część pyska z górną częścią głowy dochodząc do linii zszycia obu części wnętrza pyska (tam gdzie wskazują strzałki na zdjęciu) odpowiednio zabezpieczając szwy.


Uzyskujemy coś takiego jak na powyższym zdjęciu. Wtedy składając do siebie lewe strony pyska i niezszyte prawe strony głowy. Zszywamy ze sobą prawe części głowy (u mnie te zielone) po obu stronach osobno dochodząc znowu do linii szycia, która powstała nam ze zszywania wnętrza pyska (miejsce do którego dochodzimy szyjąc wskazują strzałki na zdjęciu).


Ostatecznie pozszywana głowa wygląda tak (strzałka na zdjęciu wskazuje miejsce zakończenia szycia z poprzedniego punktu)


Przygotowujemy tułów węża. można to zrobić z jednego długiego kawałka materiału a równie dobrze mogą to być połączone pasy, które są coraz krótsze w stronę ogona. Nie podaję konkretnych wymiarów bo robiłam to tak naprawdę z resztek tkanin które miałam i które pasowały na wesołego węża. Pełna dowolność w zależności od tego jak długi ma być wąż. Jedyna sztywna wytyczna to wymiar od strony głowy, musi to być dwukrotność szerokości głowy plus zapas na szwy.


Po zszyciu wszystkich pasów złożyłam otrzymany tułów na pół prawymi stronami do siebie.


Wyznaczyłam linię szycia od ogona aż do głowy, przy głowie należy zachować wymiar jaki ma bez szwów już uszyta głowa węża.


Zszyłam węża po wyznaczonej linii i obcięła nadamiary materiałów.


Ważne żeby zostawić sobie otwór do przewrócenia węża na prawą stronę i wypchania. Ja zrobiłam jeden otwór ale wąż był bardzo długi i jeśli też robicie długiego węża zostawcie sobie dwa otwory do wypychania, będzie wam dużo łatwiej!


Potem zszywamy głowę z tułowiem składając je prawymi stronami do siebie pilnując by szew tułowia wypadł na dole węża.


Przewracamy węża na prawą stronę, wypychamy (ja używam wkładu poduszkowego), zszywamy ręcznie ściegiem krytym otwory na wypychanie i ewentualnie doszywamy jeszcze oczy (moje były ze sztruksu). Oto gotowy wąż.


Mam nadzieję, że komuś się ta intrukcja przyda i że jeśli powstaną z niej węże to sie nimi pochwalicie! Cześć o szyciu głowy wydaje się trochę zagmatwana, ale gdy będziecie już szyć to wtedy poszczególne etapy w praktyce są dość łatwe do wykonania.

Ula

środa, 31 lipca 2013

Lunch bag różowy

Edyta na swoim blogu pokazał kiedyś świetne torebki na kanapki, a ja dzięki jej inspiracji i uprzejmości mogłam zrealizować nowy pomysł. Wymyśliłam sobie lunch bag dla moich dzieciaków, które zaczną tu edukację od końca września. Tak tak od końca, bo tu są 3 miesiące wakacji! Ale my wakacji nie robimy sobie aż tak długich i zaczęliśmy już polską pierwszą klasę w wydaniu domowym. Jeśli ktoś załamał się tym, że zabieram dzieciom wakacje to musi uwierzyć mi na słowo, że to nas ratuje przed zanudzeniem się jak mopsy gdy do 18 pozadomowe aktywności odpadają ze względu na upał.

dla spostrzegawczych - to piękne czerwone autko to nie tak rzadki widok tutaj :)

Ale wracając do tematu, poprosiłam Edytę o podszewki a wierzch zaplanowałam z heksagonów. Podszewki z rzepem jednak łatwiej uszyć na maszynie więc z rozsądku nie porwałam się z igiełką w ręku na takie szycie.


Oto efekt naszej wspólnej pracy :) Wersja różowa gotowa, wersja chłopięca wkrótce.


Zdjęcia robiłam na naszym najbliższym placu zabaw, otoczenie ma piękne na zdjęciach- w rzeczywistości nie jest to tak idealne miejsce bo nie ma cienia i wyposażenie bidne, a do innego placu zabaw mamy "jedyne" 2,5 kilometra.

Do podszewek dostałam od Edyty trochę cudownych materiałów i mam kolejne zapasy na heksagonową narzutę!


Dziękuję Edytko jeszcze raz za współpracę :) a Wam za przemiłe komentarze!

Ula

wtorek, 30 lipca 2013

Piłka ze wstążeczkami

Dla pewnego wyjątkowego Chłopca, który urodzi się niedługo, uszyłam piłkę do zadań specjalnych- czyli połączenie mojej ulubionej heksagonowej piłki z popularną ostatnią ciamkatką, czy jak tam zwał "zabawką z metkami". Są dwie metki z odzysku a reszta to drogocenne lokalne tasiemki.


Dawno nie szyłam piłek i aż musiałam zajrzeć do własnego tutka, bo zapomniałam ile heksa i pentagonów będzie mi potrzebnych. Przy okazji napiszę, że bardzo się cieszę, że tutorial wciąż się przydaje wielu osobom!


Piłka jest gotowa, bo nareszcie znalazłam wypełnienie, tzn. poduszkę w rozsądnej cenie. Ale jak się okazało nie może być za łatwo i w życiu nie uwierzyłabym, że tak można zrobić poduszkę- warstwa pierwsza to poszewka, warstwa druga- gruba ocieplina, warstwa trzecia - kolejna fizelinowa poszewka a w środku niemiła niespodzianka- beznadziejna gąbka i różne paskudne resztki poprodukcyjne z szycia. Jak można zaszyć paskudną poduszkę w udawanej lepszej poduszce i sprzedawać to za całkiem niemałą kasę? Jednak nie ma to jak polska tania poducha z Jyska ;)

dowody poduszkowego cudu ;)

No cóż wybrałam co lepsze kawałki gąbki i nimi wypełniłam piłkę. Ocieplinę wykorzystam na inny pomysł, a reszta powinna wylecieć do śmietnika, ale po oczyszczeniu z dziadostwa zostanie poduszką do zadań specjalnych, czyli będzie idealna na podłogowe używanie.

Zdjęcia zrobione w niedzielę w Mdinie (tam gdzie też pojechał z nami kucyk). Te ryby to charakterystyczne maltańskie kołatki, swoja drogą idealnie pasowały na wieszak dla piłki ;)


Piłkę zgłoszę na facebookowy konkurs Łucznika. Nie liczę szczególnie na wygraną, bo kategoria mieści i małe poduszki, i zabawki, i narzuty- więc pewnie faworytami będą duże dzieła, ale zawsze warto się pobawić.

Serdecznie Was pozdrawiam! Dziękuję, że do mnie zaglądacie!
Ula

niedziela, 28 lipca 2013

Wiewióra wiew wiew

Drugi zwierzak z serii "mamo uszyj nam" to wiewiórka. Jest jeszcze mniejsza niż kucyk i od samego rana była najlepszą towarzyszką zabaw.

 

Wczoraj dłubałam ją do drugiej w nocy ledwo na oczy widząc, ale opłaciło się. Rano musiałam tylko dorobić uśmiech na zamówienie, bo jak łatwo było przewidzieć 4 latki nie lubią zabawek bez pełnej "twarzy".


Na popołudniową sesję wiewióra zdążyła się już nieźle ubrudzić, na szczęście trwały brud złapała na sam koniec na zjeżdżalni i nadaje się do prania.


Na Malcie wiewiórek brak, a w Zielonej było ich mnóstwo w naszym parku tuż za ulicą. Z przymusu dzieci przerzuciły się na jaszczurki ale głęboka miłość do wiewiórek trwa nadal! A wiecie jakie dźwięki wydaje wiewiórka? Moje dzieci wymyślają dźwięki wszystkim zwierzakom- wiewiórka robi "wiew, wiew" :)

Pozdrowienia!
Ula

sobota, 27 lipca 2013

Ręczne szycie ratuje życie ;) Kucyk

Jednak nie jestem w stanie wytrzymać z jednym zaczętym projektem i uwolnić się od manii szycia ;) Dzięki małej wymiance z Magdą dotarły do mnie cudowne skrawki tkanin z przeznaczeniem na heksagony. Ale długo tymi heksagonami nie pobyły gdy je dorwały moje dzieci i wymusiły na matce "mamo uszyj mi przytulaka". Matka ma miękkie serce: nakombinowała, namyśliła się i wymodziła potajemnie dwa ukochane zwierzaki dla dzieci.


Kucyk. Jest malutki, ma 9 cm wysokości, a ogon i grzywę z muliny- na ogonie zrobiłam nawet 2 warkoczyki. Szyło się trudno, przewracało na prawą stronę jeszcze gorzej i nie jest okazem doskonałości, ale ma coś w sobie.



Zdjęcia popełniliśmy dziś w czasie wycieczki do Mdiny, dawnej stolicy Malty. Drugi zwierzak musi poczekać do jutra a noc powinna się wydłużyć żebym zdążyła, bo na dziś już nie dałam rady go uszyć :)

Przy okazji zobaczcie, jak wena twórcza w rysowaniu opuściła mnie kompletnie - najlepiej świadczą o tym moje marne projekty widoczne na zdjęciach (z braku czystych kartek machnęłam je gdzieś na skrawku wolnego w zeszycie dzieci).


Nawet powiększyć ich nie umiałam sensownie więc wyszły małe zabaweczki. Rozmiar w sam raz na szycie ze skrawków. A że oszalałam i wszystko szyję ręcznie (nawet sobie w googlach wyszukałam jaki jest prawidłowy szew ręczny) to małe rozmiary są mi wybitnie na rękę. Tak więc ręczne szycie naprawdę ratuje mi życie przy braku maszyny. O dziwo nie tęsknię za nią i pomysłów w głowie mam coraz więcej na ręczne dłubanie.

Reszta skrawków od Magdy została uratowana z przeznaczeniem na heksagony.
  

Łudziłam się, że będę wyszywać krzyżykami, ale na razie się nie zanosi ;)

Ula
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...