czwartek, 30 października 2014

Świąteczne serwety

W zeszłym roku zaczęłam heksagonowe serwety w kształcie gwiazd, ale niestety nie zdążyłam z ich ukończeniem do Świąt. Uszyte w 100% ręcznie łącznie z pikowaniem (to pikowanie to trochę z musu przez awarię maszyny, ale przyznam że się przełamałam i ręczne pikowanie mi się spodobało). Niestety bardzo trudno było im zrobić udane zdjęcia i nie prezentują się na nich tak jak bym chciała.

Pierwszą serwetę wypikowałam złotą nicią. W serwetach nigdy nie daję wypełnienia, choć wiem że wiele osób szyje serwety / bieżniki z ociepliną. Ja wolę takie płaskie.



Druga jest z nitką srebrną.




Do kompletu zrobiłam kartki z heksagonowymi choinkami. Jak widzicie u mnie wariacje heksagonowe wciąż aktualne :)


Maszyna działa więc teoretycznie powinnam szyć pełna parą, ale chyba niemoc mnie dopadła i jakoś nie chce mi się i czasem tylko sięgam po zaczęte szycie ręczne. Z drugiej strony nie ufam tutejszym fachowcom więc niech sobie maszyna jeszcze stoi i odpoczywa.

W przedświątecznych planach mam kartki i serwetę dla nas więc mam nadzieję, że jeszcze coś pokażę w tym roku :)

Ula

poniedziałek, 20 października 2014

Around the World Blog Hop

Dzięki zaproszeniu Kamili dziś moja kolej na ujawnienie się trochę. Zabawa polega na opowiedzeniu o pasji szycia widzianej moimi oczami.

Nad czym obecnie pracuję?

Obecnie zajęłam się dla odmiany od heksagonów rombami i nadal po uszy jestem zakopana w szyciu ręcznym. Szyję takie małe gwiazdki wpisane w heksagon, których ma być ok 18. Leżą i czekają od roku, materiały już powycinane a samo szycie nawet szybko idzie. Planowo będzie to świąteczna serweta dla nas. Niestety listopad za pasem i nie wiem jak się wyrobię... najwyżej będzie na następne Święta!


Czym moje szycie się wyróżnia i dlaczego to robię?

Myślę, że moje szycie na pewno nie jest tak poukładane jak większości quilterek. Nie mam jednego dominującego koloru i nie mam oporów przed łączeniem różnych barw. Nie boję się co z tego wyjdzie, bo wychodzę z założenia że w quilcie wielość kolorów i wzorów się zawsze obroni. Tak więc lubię łączyć różnorodne bloki w jednym projekcie, bawić się ścinkami w obramowaniach. Gotowe projekty narzut traktuję raczej jako propozycję i dowolnie je przekształcam na własne potrzeby.

Nie jestem też  modern, a jak przeglądam zdjęcia w galeriach to chyba bliżej mi do tradycyjnych quilterek, które szyły z tego co miały. Najczęściej szyję w oparciu o materiały, które mam a nie które zaplanuję i zamówię. Nie mam przepastnej szafy materiałów (a szkoda ;) tylko jedno pudło i zawsze staram się szyć z tego co jest dostępne. Zdarzyły mi się projekty uszyte w 100% z tkanin zaplanowanych i zamówionych ale to nie są te moje ulubione.
Moje dwie ukochane narzuty są właśnie takie - z tego co miałam i w wielu barwach. Mądre słowo na to to eklektyzm ;)

Lubię tkaniny wyszywać od końca, nie lubię jak leżą i leżą niewykorzystane (to takie moje ogólnożyciowe nastawienie, że to co mam staram się wykorzystywać zanim kupię coś kolejnego). Lubię oglądać tkaniny ale zawsze mam ogromne opory przed kupieniem czegoś od tak, mój mąż co jakiś czas mnie namawia na tkaninowe zakupy i to pewnie jemu zawdzięczam zapasy ;)

A dlaczego szyję - bo lubię, bo to praktyczne, że mogę wiele rzeczy uszyć sama i bo to daje mi ogromną satysfakcję. Nie pracuję zawodowo i ten czas z maszyną czy igłą to mój czas. Obecnie jest go bardzo mało, ale nadal gdy mam coś sama kupić a mogę to uszyć to wiadomo co wybiorę.


Jak tworzę?

Lubię projektowanie, tworzenie rysunku, planowanie ilości bloków, wymiarów. Praktycznie nigdy nie planuję dokładnej ilości tkanin, jeśli mi jakiejś brakuje po prostu dobieram z tego co mam.
Bardzo lubię wyszukiwać wzory bloków geometrycznych, gwiazdy i bloki PP.
Do fazy projektu mam swój notes, a nawet teraz dwa. Potem krojenie tkanin choć żmudne bywa odstresowujące, podobnie jak zszywanie.
Najbardziej nie lubię pikowania, nie jestem w tym dobra i ograniczam się do prostego pikowania.

Przywiązałam się bardzo do paper piecing a teraz do szycia ręcznego. Od czasu do czasu lubię uszyć coś innego niż patchworkowy wytwór, np torbę, kosmetyczkę czy spodnie, ale jednak patchwork to ta ulubiona część szycia.

Nie zaprosiłam kolejnych osób do zabawy ale jeśli macie ochotę zajrzyjcie na blog, który inspiruje mnie heksagonowo Geta Grama oraz do naszej polskiej quilterki Kiboko, która jest osobą wszechstronnie utalentowaną i z pewnością jest doskonałą inspiracją!

Pokrótce to ja - z wykształcenia socjolog, z zamiłowania szyjąca mama trójki maluchów obecnie zamieszkująca Maltę. A tak naprawdę kiedyś chciałam zostać fizykiem jądrowym ;) 
Przywiązałam się do bycia tu w blogowym świecie. Bardzo lubię Wasze komentarze i oczywiste że lubię się chwalić tym co uszyłam. Dziękuję, że mnie odwiedzacie!

Ula


piątek, 10 października 2014

1050 heksagonów

Tyle dokładnie heksagonów liczy narzuta, którą szyłam ręcznie przez ponad rok! To będzie moje ukochane dzieło. Do szybszego ukończenia przyczynił się tygodniowy pobyt w szpitalu w Polsce z Najmłodszym, bo szycie to dobra terapia na skołatane nerwy gdy dziecię odsypia zdrowotne zawirowania. Ale zaraz potem przyszło spowolnienie, a na Malcie ostatecznie zahamowała mnie zepsuta maszyna. Moja Janome kopie prądem i od 4 tygodni stoi bezużyteczna. Większość pikowania zrobiłam w Polsce maszynowo i tak się cieszyłam, że będę mieć tu maszynę ze sobą... Już mi przeszła złość a zostało zniechęcenie sytuacją i nie wnikając w szczegóły na razie nie mam perspektyw na jej naprawę. Dlatego resztkę pikowania i lamówkę zrobiłam ręcznie w prawdziwie żółwim tempie.
Ale zdążyłam na TEN dzień :) na roczek wyrobiłam się idealnie! To dla Jasia ta narzuta więc niech mu będzie, że tak to miało być :)


Narzuta ma wymiary 124x180cm, przy szyciu zużyłam 175 papierowych szablonów, które ledwie się już trzymały od fastrygowania, a w ramach oszczędności używałam kilka razy tych samych nitek do fastrygi i z pewnością zaoszczędziłam kilkaset metrów nici.


Po brzegach do heksagonów doszyłam pasy błękitnego materiału, bo chciałam zachować całe heksagony i ułatwić sobie doszywanie lamówki. Szkoda mi było ciąć heksagony żeby wyrównać brzegi więc stąd ten pomysł.


Pikowanie to lenistwo w czystej postaci ;) jest i kilka zakładek i innych niedociągnięć, ale to "zostaje w rodzinie" więc się nie stresowałam szczególnie.

Miało być zdjęcie tyłu heksagonów gdybym nie zapomniała, a na dokładkę tnąc pas na brzeg zamiast 8 metrów skroiłam 16m i nie wiem jakim cudem wyszły mi takie obliczenia. Na szczęście "zapasowe" 8 metrów przydało się do łatania tyłu.

To wyjątkowa dla mnie narzuta więc i całą historię powstawania widocznie musiała mieć wyjątkową. Teraz czas wrócić do innego ręcznego projektu, który czekał cały ten rok (oby realizacja nie zajęła mi kolejnego roku ;)

Ula

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...