wtorek, 27 grudnia 2016

Zrobiliśmy sobie latarnię

Nasz rodzinna fascynacja latarniami morskimi nie ustaje! Wymyśliliśmy więc, że zrobimy sobie własną lampkę latarnię morską. Latarnia jest recyklingowa. Powstała z opakowań, oklejonych gazetami i pomalowanych farbami akrylowymi. Brzmi krótko ale jej powstawanie trwało dobre 5 miesięcy. Pomysł wpadł nam do głowy w sierpniu a ostatni etap: oklejenie podstawy papierem do decoupage i naklejenie muszli odbyło się dziś - w ostatnich dniach grudnia. Tak naprawdę każde zdjęcie jest z innego miesiąca i doskonale pokazuje etapy naszej pracy.


Mechanizm lampki mój mąż wymontował z lampki biurkowej, która była popsuta i którą już dawno kazałam mu wyrzucić... jednak zbieractwo się opłaciło. Tylko żarówkę mamy super nowoczesną - LED 3W, żelowa i nie nagrzewa się. Szklana góra to słoiczek po mini dżemie, a zbyt jasne światło tłumi papier.


Oklejanie idealnie gładkie nie jest więc dobrze widać, że to nasze pierwsze podejście do masy papierowej. Malowanie zajęło też trochę czasu. Najpierw używałam zwykłych farb do malowania dla dzieci, efekt słaby, nie kryło i pękało. Kupiłam prawdziwe akryle w tubce i efekt jest super!


Muszle na dół zebraliśmy podczas plażowego spaceru we wrześniu ze specjalnym przeznaczeniem na lampkę. A pomysł oklejenia podstawy papierem decoupage, który został po oklejaniu papierowych figurek z dziećmi, wpadł mi do głowy dopiero dziś, bo długo nie mogłam wymyślić jak wykończyć dół żeby miało to sens.


Najfajniejsze w lampce jest to, że jest nasza, rodzinna, zrobiona wspólnie, zawsze mojemu malowaniu, klejeniu itp towarzyszyły prace naszych dzieci, które też tworzyły coś ciekawego.
A w bonusie załapałam się na udokumentowanie prac :)


Nie jestem pewna czy uda mi się pokazać jeszcze w tym roku naparstki jakie dostałam od Mikołaja więc życzę Wam już teraz radosnego powitania Nowego Roku 2017 - niech przyniesie Wam pomyślność i szczęście!
Ula

środa, 21 grudnia 2016

Tutorial - prosta okładka na zeszyt

Tutorial powstał przy okazji grudniowej imprezy urodzinowej mojej Córki, na której ozdabiałam wraz z 9-cio latkami okładki na notesy. Impreza wyszła mi trochę przez przypadek. Gdy się zabrałam za planowanie nigdzie już nie było wolnych terminów na kreatywną zabawę i stwierdziłam, że takie zabawy to sama umiem zorganizować. Teraz mogę napisać, że to były udane 2 godziny! Mam nadzieję, że oprócz fajnej zabawy dziewczyny łyknęły trochę szycia, bo guziki przeszywały pierwszy raz więc to było niezłe wyzwanie! Niestety zapomniałam zrobić zdjęcia wszystkim gotowym okładkom i mogę pokazać tylko jedną z nich, mojej Córci. Niestety brokat trochę się starł po tygodniu.


Wykonanie okładki jest banalnie proste i wymaga tylko chwili czasu.
Potrzebujemy materiał, najlepiej jakiś grubszy niż tradycyjna bawełna. Ja wykorzystałam materiał obiciowy kanap z IKEI. Kilka dobre kilogramów tego materiału dostarczył mi mąż kilka tygodni temu, zadowolony wracając z IKEI z obwieszczeniem: kupiłem Ci materiał! Na początku byłam przerażona ilością, ale teraz mogę chwalić jego zmysł poszukiwacza :) Materiał to cały pokrowiec i poszewki na poduszki na wielką kanapę, materiał jest super, każdy element (było ich chyba 9) kosztował na wyprzedaży 10 pensów więc interes jest genialny!

Tutorial okładki na zeszyt A5:
1) potrzebujemy prostokąt o wymiarze 49x25 cm
2) obszywamy go ściegiem overlokowym dobraną kolorystycznie nicią

 
3) podszywamy krótsze boki na szerokość 1,5 cm pojedynczym podwinięciem


4) zakładamy bok na 6,5 cm, przeszywamy 1,5 cm od brzegu górnego i dolnego


powtarzamy tę czynność z obu stron na dole i na górze


wywijamy "zakładki" na prawą stronę


5) przeszywamy dolną i górną krawędź okładki, ale tylko pomiędzy zakładami bocznymi, ok 1 cm od brzegu tak żeby "złapać" obszyty materiał na lewej stronie


 Okładka jest gotowa!



Teraz potrzebne już tylko ozdoby według uznania. U nas były to litery imienia i serce naprasowywane fizeliną dwustronnie klejącą, drewniane guziki serca, brokat do tkanin i pisaki do tkanin.

Mam nadzieję, że tutorial komuś się przyda a tekst jest jasny i zdjęcia pomogą gdyby coś było zbyt zawiłe.

Tym tutorialem dotarłam prawie do Bożego Narodzenia więc życzę Wam radosnych Świąt w rodzinnym gronie!
Ula

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Torby dla Dziadków

Torby są aż cztery, zaprojektowane, przygotowane i uszyte sierpniowymi wieczorami ale dopiero teraz wszyscy dostali swoje prezenty.


Moje najstarsze dzieci jeszcze w czasie wakacji dostały zadanie zaprojektowania liter, dobrania materiałów a ja wykonałam tylko pracę przyklejania i przyszywania napisów na gotowe ekologiczne torby zakupowe. Guziczki i ozdoby przyszywaliśmy kolektywnie -część sami, a gdy już zapału było mniej doszyłam ja.W ten sposób przemyciłam im wiedzę tajemną pt. przyszywanie guzików i ciesze się bo w tej kwestii już im igła nie straszna!


Pierwsze trzy torby projektowane są dziewczęcym okiem


I torba projektowana według chłopięcego zmysłu


Uff miałam w tym roku dużo projektów szykowanych w ukryciu i to dużo dużo wcześniej, nareszcie wszystkie ujrzały światło dzienne!

piątek, 2 grudnia 2016

Echa wystawy w Zielonej Górze... jelenie

Moja praca Natura, jak już wspominałam jakiś czas temu, miała zaszczyt stać się częścią wystawy Patchworkowa Przyroda, która wciąż jest do podziwiania w Zielonej Górze. Piękne zdjęcia z wystawy pojawiły się na wielu blogach i na stronie Stowarzyszenia Polskiego Patchworku. Zajrzyjcie koniecznie!
Ja też dostałam garść zdjęć od moich Teściów, od Ojca i od znajomych z Zielonej Góry i nie ukrywam, że jestem za nie ogromnie wdzięczna, bo bardzo chciałabym być w ukochanej Zielonej, ale teraz tutaj miałam ważniejszy czas.
Tak prezentuje się moja narzuta w otoczeniu pięknych quiltów.


A dzięki mojemu Ojcu mam świetne zestawienie ryczącego jelenia z narzuty z ryczącym jeleniem z wystawy w sąsiedniej sali.
 

Oba jelenie "nieżywe" ale podobne, prawda? :)

środa, 30 listopada 2016

Dzień Świętego Andrzeja

Święty Andrzej jest patronem Szkocji, więc co roku z okazji tego święta można zobaczyć zupełnie za darmo wiele szkockich atrakcji turystycznych. W zeszłym roku wybraliśmy Zamek w Edynburghu a w tym roku dwa inne zamki niedaleko nas. Dirleton Castle i Tantallon Castle. Niestety nie było mi dane pozwiedzać bo musiałam zostać w domu z najmłodszym, który poszalał z chorowaniem, ale reszta Rodziny wyruszyła na wyprawę i przywieźli mi z niej oprócz zdjęć także naparstek, który powiększył moją kolekcję niebieskich szkockich naparstków (pierwszy z lewej).



A to prawdziwy Tantallon Castle.


I Dirleton Castle.


Z zewnątrz zamki są niepozorne, ale zajęły moim podróżnikom kilka dobrych godzin zwiedzania i były ogromną atrakcją dla każdego! Za rok planujemy już kolejne zwiedzanie zamków tym razem w komplecie.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Prezenty dla Mamy

Narzutę uszyłam w czasie wakacji. Grzecznie czekała na czas dotarcia do swej nowej Właścicielki. Nie ukrywam, że miałam z nią mnóstwo przygód ale w końcu musi być wyjątkowa bo jest dla mojej Mamy.


Narzuta ta uwolniła spore zapasy moich fioletów, ale przede wszystkim metry koronki, którą dostałam kiedyś "bo ty szyjesz" i która zalegała mi w pudle (jeszcze ogrom koronek został ale ile już wykorzystałam to mnie bardzo cieszy!)


Wymiary docelowe narzuty to 160x210 cm. Gdy już miałam skanapkowaną całość olśniło mnie, że czarny materiał, który wszyłam jako część tyłu może farbować pomimo, że był prany. Sprawdziłam - farbował. Wyprułam go, skanapkowałam ponownie połowę narzuty i wypikowałam. Dopiero po pikowaniu doznałam kolejnego olśnienia, że czerwony tartan chyba jednak nie był prany więc będzie farbował. Sprawdziłam na małym kawałki i nie trudno się domyślić pięknie farbował. Na szczęście po jednym praniu przestawał farbować całkowicie. Więc przepikowana całość trafiła do wanny na szybką kąpiel odfarbiającą- kilka przeprań i kilka płukań tak żeby kolor nie wnikał w inne tkaniny, bo w pralce by sobie dopiero poszalał. Potem już puściłam pranie w pralce i efekt jest taki, że nic nie jest zafarbowane! Ale myśli miałam już najczarniejsze. Na wszelki wypadek i tak zalecę Mamie pranie w 30 stopniach z dużą ilością chusteczek wyłapujących kolor na pierwszy raz.


Ale to nie koniec przygód. Czy wiedziałyście że gotowy quilt po praniu- nawet jeśli był uszyty z dekatyzowanych tkanin! - traci ok 5-7% swego wymiaru. Boleśnie się o tym przekonałam gdy z 210 cm zrobiło się 200, a ze 162 cm jakieś 156cm... Zaczęłam szukać informacji czy da się to jakoś uratować. Quilt był wciąż przed doszyciem lamówki. Znalazłam bloga Shannon i jej sposób mnie uratował! Zajrzyjcie do niej koniecznie!
Skutecznie poszerzyłam i wydłużyłam quilt, chociaż braki materiału już mono mi doskwierały i pikowanie po tych doszyciach było krótko mówiąc słabe. Gdy doszyłam lamówkę poczułam ulgę!

Jako część prezentu powstała kolejna poduszka Drzewo Rodzinne, ale nie starałam się stworzyć kompletu z narzutą, bo z założenia będzie w innym pokoju.


To wszystko jak prawdziwa dobra bajka działo się już dawno temu i teraz mogę sobie powspominać :)

piątek, 25 listopada 2016

Pasiasta poduszka "nie Log Cabin"

Poduszka wymyślona i uszyta we wrześniu w myśl zasady "szybko, szybko jeszcze zdążę". A już miałam nic nie szyć, posprzątałam maszynę i miałam czytać książki w oczekiwaniu na narodziny. Jednak niespokojny umysł nie dał się przechytrzyć. Gdy pakowałam resztki materiałów do nowego worka stwierdziłam, że pasków jest zdecydowanie za dużo i muszę koniecznie je wykorzystać.


Pomyślałam skoro paski to log cabin, próbowałam, głowiłam się, miałam upatrzony od dawna projekt no ale jednak nijak się do log cabin nie przekonam, raz szyłam i nigdy więcej! Wymyśliłam sobie więc inny projekt z pasków, rozrysowałam na papierze kilka wersji, wybrałam nr 1, zrobiłam "szablon" - 4 kwadraty z papieru podzielone liniami pomocniczymi, bo tak się dużo łatwiej zszywa paski i oto efekt.


Pasków ubyło! Nawet lamówka jest resztkowa. Poduszka dla mojego Ojca, więc mam nadzieję, że wyszła męska.


Wczoraj dotarła, można pokazywać :) Jak Wam się podoba?

poniedziałek, 7 listopada 2016

Drzewa rodzinne

Dziś kolejne poduszki rodzinne, które szyłam. Historia każdej jest inna, ale każda mi się tak samo podoba.
Pierwszą uszyłam dla Rodziców mojego Męża.



Druga powędrowała na Maltę do mojej Współtowarzyszki w ciąży, z którą na początku żartowałam, że może będziemy mieć bliźniaki a ostatecznie to Im trafiło się podwójne szczęście i "wyprzedzają" nas teraz ilościowo ;)


I ostatnia na prezent dla znajomej szkocko - kirgiskiej rodziny.

 


Z własnoręcznie wykonaną kartką w bonusie


Dziękuję za wszystkie gratulacje i miłe słowa! :)
Niedługo będę mogła pokazać kolejne rzeczy uszyte z zapasem czasowym.
Ula

niedziela, 30 października 2016

Nasze drzewo rodzinne głoszące nowinę

Moje tegoroczne szycie podzieliłam sobie na czas do końca września i potem wielka przerwa. Dlatego poduszka z naszym osobistym Drzewem Rodzinnym powstała jeszcze we wrześniu.
Zaledwie kilka dni temu urodziło się nasze czwarte Maleństwo a zarazem trzeci Syn - Antoś. W ten sposób mogę się pochwalić wielkim wydarzeniem z naszego życia i już nie będzie tajemnicą dlaczego wszystko szyłam tylko do pewnego czasu, potem wielki brzuch skłonił mnie raczej do odpoczynku.


Pomysł na taką poduszkę już długo kołatał mi się w głowie, ostatecznie uszyłam ich pięć, resztę pokażę niedługo. Dobrze, że w pudle robótkowym miałam tamborek, bo ogromnie ułatwił mi wyszywanie imion. W kwestii wyszywania jestem laikiem więc pewnie niedociągnięć sporo ale mi się bardzo podoba.

Mam dużo gotowych rzeczy, które szyłam w okresie wakacyjno-jesiennym, więc pomimo że nie będę teraz szyła to mam co pokazywać :) I nie miejcie złudzeń, że mam za dużo wolnego czasu by te posty pisać - leżą sobie przygotowane na odpowiednią porę :)

Do zobaczenia!

niedziela, 23 października 2016

Świateczna zawieszka krzyżykowa

Nie polubiłam się z krzyżykowaniem nigdy na 100%... ale potrzebowałam bardzo czymś się zająć gdy maszyna poszła na urlop a czasu jeszcze trochę wolnego mam. Miałam wyszywać cyferki na kalendarze adwentowe, które będę szyć za rok, ale ogrom pracy wykonały za mnie moje Skrzaty (7 i 9 lat) więc w tej samej gazecie gdzie był wzór cyfr znalazłam takie dwa obrazki i nie mogłam się im oprzeć.


Dzięki temu powstała dwustronna ozdoba świąteczne na naszą choinkę. Obszyłam ją jeszcze koralikami bo czegoś w niej brakowało.


Dopiero w tym roku mnie olśniło, że materiałowe ozdoby są o wiele praktyczniejsze niż szklane, papierowe czy plastikowe, bo po sezonie mogę je po prostu przeprać i nie stają się siedliskiem kurzu z wielu lat - przyznajcie sami, czy myjecie bombki? Na następne lata planuję więc wzbogacenie w szyte i wyszywane ozdoby!

czwartek, 20 października 2016

Nowe naparstki

Kilka dni temu dostałam cztery nowe naparstki. To chyba mój pierwszy naparstkowy prezent od rodziny więc cieszę się, że podczas swoich wyjazdów o mnie pamiętali!


Najbardziej chyba (z racji na trwającą fascynację) podoba mi się ten z latarnią :) ale i ten ze Skalnego Miasta ma swój szczególny urok, a ten z Karpacza przypomina wiele wypraw!


środa, 21 września 2016

Tęczowa latarnia morska II / Rainbow lighthouse II

Chwilę później niż planowałam prezentuje się druga wersja mojego wzoru paper piecing Tęczowej Latarni Morskiej, który w pierwszej odsłonie znajdziecie TU. Jedyna różnica z poprzednim wzorem to promień latarni, który tworzy tęczę poziomą. I muszę przyznać, że w fazie projektu ten pierwszy bardziej mi pasował, ale po uszyciu lubie bardziej promień poziomy.
It's second version of my pattern Rainbow Lighthouse, the first version you can find HERE. The only difference is that the rainbow is horizontal.



Gotowy blok ma 12'x12', czyli w przybliżeniu 30,5x30,5cm. Blok szyje się szybko, choć oceniłabym go na średnio-trudny. Mam nadzieję, że spodoba się Wam na tyle, że postanowicie go kiedyś uszyć. Będzie mi bardzo miło gdy w komentarzy podacie wtedy link do Waszej pracy.

Finished block size is 12'x12' (30,5x30,5 cm). I hope you would like it!
 
Darmowy wzór w formie szablonu do Paper Piecing w formacie PDF możecie pobrać TUTAJ - KLIK lub na Craftsy.
I would like to share this free paper piecing pattern with you. You can download PDF copy of templates CLICK HERE or on Craftsy.


Jeśli uszyjecie latarnię będzie mi miło, jeśli podzielicie się rezultatem i przy okazji chętnie się dowiem, która wersja bardziej się Wam spodobała!
It would be nice to see if you'll make lighthouse with that pattern!
Ula

niedziela, 18 września 2016

Tęczowy kocyk

Pewnie część z Was zna akcję Tęczowy kocyk w ramach której powstają rożki, kocyki (szyte i robione na drutach czy też szydełkiem) i czapeczki dla dzieci urodzonych skrajnie przedwcześnie, tak by rodzice mieli szansę je przywitać i najczęściej zarazem pożegnać w godny sposób. Przeczytałam o akcji u Aty, na FB jest też zamknięta grupa w kwestii organizacyjnej, a w wysyłce pomogła mi Asia - dziękuję! Ilościowo uszyłam bardzo skromnie ze względu na różne okoliczności, ale może któraś z Was się do tej akcji przyłączy - temat do szycia trudny emocjonalnie ale na pewno warto!


sobota, 17 września 2016

Heksy i naparstek

Dość nieoczekiwanie załapałam się na małą wygraną w rozdawajce u Mai z bloga Betyipiernaty. Dziękuję! Wygrane heksagony już do mnie dotarły więc mogę się nimi pochwalić i teraz muszę pogłówkować co by tu fajnego nich uszyć. Nadal lubię szycie ręczne ale już jakiś czas heksów nie szyłam, roboczo zostałam już namówiona na poduszkę dla mej córki więc temat wymaga doszlifowania.


A na dokładkę naparstek z niedalekiego nam miejsca Rosslyn Chapel. W sumie wybieramy się tam najczęściej na urozmaicony spacer niż do kaplicy ale teraz zakupiłam naparstek, a na samo zwiedzanie tej bogato zdobionej kaplicy wybierzemy się dopiero gdy zjawi się u nas jakiś koneser takich zabytków - dzieci to niezbyt dobry materiał na odbiorców opowieści o skarbie templariuszy i tradycjach masońskich ;)


środa, 7 września 2016

Wystawa w Zielonej Górze

Nawet nie wiem jak to się stało, że dopiero na koniec czerwca zauważyłam na Facebookowej grupie Patchwork po Polsku informację o wystawie patchworkowej w (mojej) Zielonej Górze! Temat Patchworkowa Przyroda, organizatorem jest Stowarzyszenie Polskiego Patchworku i lubuska grupa Lub.Patchwork. Nie myślałam długo bo szkoda było mi taką okazję przepuścić. Zgłosiłam moją narzutę Natura, by choć ona mogła być w moim ukochanym mieście. Niestety nie mam szans być na wystawie osobiście pomimo długiego jej czasu trwania, od 1.10 aż do końca roku! Ale polecam ją Wam gorąco jeśli akurat gdzieś w tych okolicach będziecie!

http://polskipatchwork.pl/

Narzuta została przyjęta, w niedzielę pojedzie do Zielonej Góry a ja będę czekać na zdjęcia z wystawy i oczywiście jeśli ktoś z moich bliskich czy znajomych się tam wybierze punktem obowiązkowym będzie zdjęcie dla mnie z moją narzutą :)


Najśmieszniejsze, że jeszcze trzy lata temu gdy wyjechaliśmy z Zielonej nie było tam Centrum Nauki Kepplera... odwiedzę to miejsce dopiero za jakiś czas.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...