środa, 30 listopada 2016

Dzień Świętego Andrzeja

Święty Andrzej jest patronem Szkocji, więc co roku z okazji tego święta można zobaczyć zupełnie za darmo wiele szkockich atrakcji turystycznych. W zeszłym roku wybraliśmy Zamek w Edynburghu a w tym roku dwa inne zamki niedaleko nas. Dirleton Castle i Tantallon Castle. Niestety nie było mi dane pozwiedzać bo musiałam zostać w domu z najmłodszym, który poszalał z chorowaniem, ale reszta Rodziny wyruszyła na wyprawę i przywieźli mi z niej oprócz zdjęć także naparstek, który powiększył moją kolekcję niebieskich szkockich naparstków (pierwszy z lewej).



A to prawdziwy Tantallon Castle.


I Dirleton Castle.


Z zewnątrz zamki są niepozorne, ale zajęły moim podróżnikom kilka dobrych godzin zwiedzania i były ogromną atrakcją dla każdego! Za rok planujemy już kolejne zwiedzanie zamków tym razem w komplecie.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Prezenty dla Mamy

Narzutę uszyłam w czasie wakacji. Grzecznie czekała na czas dotarcia do swej nowej Właścicielki. Nie ukrywam, że miałam z nią mnóstwo przygód ale w końcu musi być wyjątkowa bo jest dla mojej Mamy.


Narzuta ta uwolniła spore zapasy moich fioletów, ale przede wszystkim metry koronki, którą dostałam kiedyś "bo ty szyjesz" i która zalegała mi w pudle (jeszcze ogrom koronek został ale ile już wykorzystałam to mnie bardzo cieszy!)


Wymiary docelowe narzuty to 160x210 cm. Gdy już miałam skanapkowaną całość olśniło mnie, że czarny materiał, który wszyłam jako część tyłu może farbować pomimo, że był prany. Sprawdziłam - farbował. Wyprułam go, skanapkowałam ponownie połowę narzuty i wypikowałam. Dopiero po pikowaniu doznałam kolejnego olśnienia, że czerwony tartan chyba jednak nie był prany więc będzie farbował. Sprawdziłam na małym kawałki i nie trudno się domyślić pięknie farbował. Na szczęście po jednym praniu przestawał farbować całkowicie. Więc przepikowana całość trafiła do wanny na szybką kąpiel odfarbiającą- kilka przeprań i kilka płukań tak żeby kolor nie wnikał w inne tkaniny, bo w pralce by sobie dopiero poszalał. Potem już puściłam pranie w pralce i efekt jest taki, że nic nie jest zafarbowane! Ale myśli miałam już najczarniejsze. Na wszelki wypadek i tak zalecę Mamie pranie w 30 stopniach z dużą ilością chusteczek wyłapujących kolor na pierwszy raz.


Ale to nie koniec przygód. Czy wiedziałyście że gotowy quilt po praniu- nawet jeśli był uszyty z dekatyzowanych tkanin! - traci ok 5-7% swego wymiaru. Boleśnie się o tym przekonałam gdy z 210 cm zrobiło się 200, a ze 162 cm jakieś 156cm... Zaczęłam szukać informacji czy da się to jakoś uratować. Quilt był wciąż przed doszyciem lamówki. Znalazłam bloga Shannon i jej sposób mnie uratował! Zajrzyjcie do niej koniecznie!
Skutecznie poszerzyłam i wydłużyłam quilt, chociaż braki materiału już mono mi doskwierały i pikowanie po tych doszyciach było krótko mówiąc słabe. Gdy doszyłam lamówkę poczułam ulgę!

Jako część prezentu powstała kolejna poduszka Drzewo Rodzinne, ale nie starałam się stworzyć kompletu z narzutą, bo z założenia będzie w innym pokoju.


To wszystko jak prawdziwa dobra bajka działo się już dawno temu i teraz mogę sobie powspominać :)

piątek, 25 listopada 2016

Pasiasta poduszka "nie Log Cabin"

Poduszka wymyślona i uszyta we wrześniu w myśl zasady "szybko, szybko jeszcze zdążę". A już miałam nic nie szyć, posprzątałam maszynę i miałam czytać książki w oczekiwaniu na narodziny. Jednak niespokojny umysł nie dał się przechytrzyć. Gdy pakowałam resztki materiałów do nowego worka stwierdziłam, że pasków jest zdecydowanie za dużo i muszę koniecznie je wykorzystać.


Pomyślałam skoro paski to log cabin, próbowałam, głowiłam się, miałam upatrzony od dawna projekt no ale jednak nijak się do log cabin nie przekonam, raz szyłam i nigdy więcej! Wymyśliłam sobie więc inny projekt z pasków, rozrysowałam na papierze kilka wersji, wybrałam nr 1, zrobiłam "szablon" - 4 kwadraty z papieru podzielone liniami pomocniczymi, bo tak się dużo łatwiej zszywa paski i oto efekt.


Pasków ubyło! Nawet lamówka jest resztkowa. Poduszka dla mojego Ojca, więc mam nadzieję, że wyszła męska.


Wczoraj dotarła, można pokazywać :) Jak Wam się podoba?

poniedziałek, 7 listopada 2016

Drzewa rodzinne

Dziś kolejne poduszki rodzinne, które szyłam. Historia każdej jest inna, ale każda mi się tak samo podoba.
Pierwszą uszyłam dla Rodziców mojego Męża.



Druga powędrowała na Maltę do mojej Współtowarzyszki w ciąży, z którą na początku żartowałam, że może będziemy mieć bliźniaki a ostatecznie to Im trafiło się podwójne szczęście i "wyprzedzają" nas teraz ilościowo ;)


I ostatnia na prezent dla znajomej szkocko - kirgiskiej rodziny.

 


Z własnoręcznie wykonaną kartką w bonusie


Dziękuję za wszystkie gratulacje i miłe słowa! :)
Niedługo będę mogła pokazać kolejne rzeczy uszyte z zapasem czasowym.
Ula

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...