środa, 31 lipca 2013

Lunch bag różowy

Edyta na swoim blogu pokazał kiedyś świetne torebki na kanapki, a ja dzięki jej inspiracji i uprzejmości mogłam zrealizować nowy pomysł. Wymyśliłam sobie lunch bag dla moich dzieciaków, które zaczną tu edukację od końca września. Tak tak od końca, bo tu są 3 miesiące wakacji! Ale my wakacji nie robimy sobie aż tak długich i zaczęliśmy już polską pierwszą klasę w wydaniu domowym. Jeśli ktoś załamał się tym, że zabieram dzieciom wakacje to musi uwierzyć mi na słowo, że to nas ratuje przed zanudzeniem się jak mopsy gdy do 18 pozadomowe aktywności odpadają ze względu na upał.

dla spostrzegawczych - to piękne czerwone autko to nie tak rzadki widok tutaj :)

Ale wracając do tematu, poprosiłam Edytę o podszewki a wierzch zaplanowałam z heksagonów. Podszewki z rzepem jednak łatwiej uszyć na maszynie więc z rozsądku nie porwałam się z igiełką w ręku na takie szycie.


Oto efekt naszej wspólnej pracy :) Wersja różowa gotowa, wersja chłopięca wkrótce.


Zdjęcia robiłam na naszym najbliższym placu zabaw, otoczenie ma piękne na zdjęciach- w rzeczywistości nie jest to tak idealne miejsce bo nie ma cienia i wyposażenie bidne, a do innego placu zabaw mamy "jedyne" 2,5 kilometra.

Do podszewek dostałam od Edyty trochę cudownych materiałów i mam kolejne zapasy na heksagonową narzutę!


Dziękuję Edytko jeszcze raz za współpracę :) a Wam za przemiłe komentarze!

Ula

wtorek, 30 lipca 2013

Piłka ze wstążeczkami

Dla pewnego wyjątkowego Chłopca, który urodzi się niedługo, uszyłam piłkę do zadań specjalnych- czyli połączenie mojej ulubionej heksagonowej piłki z popularną ostatnią ciamkatką, czy jak tam zwał "zabawką z metkami". Są dwie metki z odzysku a reszta to drogocenne lokalne tasiemki.


Dawno nie szyłam piłek i aż musiałam zajrzeć do własnego tutka, bo zapomniałam ile heksa i pentagonów będzie mi potrzebnych. Przy okazji napiszę, że bardzo się cieszę, że tutorial wciąż się przydaje wielu osobom!


Piłka jest gotowa, bo nareszcie znalazłam wypełnienie, tzn. poduszkę w rozsądnej cenie. Ale jak się okazało nie może być za łatwo i w życiu nie uwierzyłabym, że tak można zrobić poduszkę- warstwa pierwsza to poszewka, warstwa druga- gruba ocieplina, warstwa trzecia - kolejna fizelinowa poszewka a w środku niemiła niespodzianka- beznadziejna gąbka i różne paskudne resztki poprodukcyjne z szycia. Jak można zaszyć paskudną poduszkę w udawanej lepszej poduszce i sprzedawać to za całkiem niemałą kasę? Jednak nie ma to jak polska tania poducha z Jyska ;)

dowody poduszkowego cudu ;)

No cóż wybrałam co lepsze kawałki gąbki i nimi wypełniłam piłkę. Ocieplinę wykorzystam na inny pomysł, a reszta powinna wylecieć do śmietnika, ale po oczyszczeniu z dziadostwa zostanie poduszką do zadań specjalnych, czyli będzie idealna na podłogowe używanie.

Zdjęcia zrobione w niedzielę w Mdinie (tam gdzie też pojechał z nami kucyk). Te ryby to charakterystyczne maltańskie kołatki, swoja drogą idealnie pasowały na wieszak dla piłki ;)


Piłkę zgłoszę na facebookowy konkurs Łucznika. Nie liczę szczególnie na wygraną, bo kategoria mieści i małe poduszki, i zabawki, i narzuty- więc pewnie faworytami będą duże dzieła, ale zawsze warto się pobawić.

Serdecznie Was pozdrawiam! Dziękuję, że do mnie zaglądacie!
Ula

niedziela, 28 lipca 2013

Wiewióra wiew wiew

Drugi zwierzak z serii "mamo uszyj nam" to wiewiórka. Jest jeszcze mniejsza niż kucyk i od samego rana była najlepszą towarzyszką zabaw.

 

Wczoraj dłubałam ją do drugiej w nocy ledwo na oczy widząc, ale opłaciło się. Rano musiałam tylko dorobić uśmiech na zamówienie, bo jak łatwo było przewidzieć 4 latki nie lubią zabawek bez pełnej "twarzy".


Na popołudniową sesję wiewióra zdążyła się już nieźle ubrudzić, na szczęście trwały brud złapała na sam koniec na zjeżdżalni i nadaje się do prania.


Na Malcie wiewiórek brak, a w Zielonej było ich mnóstwo w naszym parku tuż za ulicą. Z przymusu dzieci przerzuciły się na jaszczurki ale głęboka miłość do wiewiórek trwa nadal! A wiecie jakie dźwięki wydaje wiewiórka? Moje dzieci wymyślają dźwięki wszystkim zwierzakom- wiewiórka robi "wiew, wiew" :)

Pozdrowienia!
Ula

sobota, 27 lipca 2013

Ręczne szycie ratuje życie ;) Kucyk

Jednak nie jestem w stanie wytrzymać z jednym zaczętym projektem i uwolnić się od manii szycia ;) Dzięki małej wymiance z Magdą dotarły do mnie cudowne skrawki tkanin z przeznaczeniem na heksagony. Ale długo tymi heksagonami nie pobyły gdy je dorwały moje dzieci i wymusiły na matce "mamo uszyj mi przytulaka". Matka ma miękkie serce: nakombinowała, namyśliła się i wymodziła potajemnie dwa ukochane zwierzaki dla dzieci.


Kucyk. Jest malutki, ma 9 cm wysokości, a ogon i grzywę z muliny- na ogonie zrobiłam nawet 2 warkoczyki. Szyło się trudno, przewracało na prawą stronę jeszcze gorzej i nie jest okazem doskonałości, ale ma coś w sobie.



Zdjęcia popełniliśmy dziś w czasie wycieczki do Mdiny, dawnej stolicy Malty. Drugi zwierzak musi poczekać do jutra a noc powinna się wydłużyć żebym zdążyła, bo na dziś już nie dałam rady go uszyć :)

Przy okazji zobaczcie, jak wena twórcza w rysowaniu opuściła mnie kompletnie - najlepiej świadczą o tym moje marne projekty widoczne na zdjęciach (z braku czystych kartek machnęłam je gdzieś na skrawku wolnego w zeszycie dzieci).


Nawet powiększyć ich nie umiałam sensownie więc wyszły małe zabaweczki. Rozmiar w sam raz na szycie ze skrawków. A że oszalałam i wszystko szyję ręcznie (nawet sobie w googlach wyszukałam jaki jest prawidłowy szew ręczny) to małe rozmiary są mi wybitnie na rękę. Tak więc ręczne szycie naprawdę ratuje mi życie przy braku maszyny. O dziwo nie tęsknię za nią i pomysłów w głowie mam coraz więcej na ręczne dłubanie.

Reszta skrawków od Magdy została uratowana z przeznaczeniem na heksagony.
  

Łudziłam się, że będę wyszywać krzyżykami, ale na razie się nie zanosi ;)

Ula

piątek, 12 lipca 2013

Heksagonowo mi

Gdy doszła paczka z heksagonami w głowie przerzucały mi się pomysły co z nich zrobić. Miał być kocyk a ostatecznie będzie kilka drobnych rzeczy. Przypomniałam sobie przy okazji jak wciągające jest szycie ręczne i jak fajnie, że można je zabrać ze sobą wszędzie :) Dziś tylko zapowiedź tego co będzie.


Niestety wciąż szukam wypełnienia lub poduszek w miarę rozsądnej cenie na wypełnienie pierwszego uszytku, ale tak łatwo jak w Polsce nie jest. Zresztą nie jest to raj dla szyjących... owszem znalazłam już trzy sklepy ze wstążeczkami, bo tych akurat potrzebowałam i innymi drobnymi akcesoriami, ale na całej wyspie tkanin na patchwork na pewno nie ma i second-handów też brak, więc mocno zatęskniło mi się do mojego pudła z materiałami, które sobie siedzi w umiarkowanym chłodzie a ja walczę z upałem i szyciowym nałogiem.
Ku przestrodze samej sobie będę pytać najpierw o cenę czegokolwiek co nie ma metki na sobie, żeby się nie przejechać jak ze wstążeczkami. Już wcześniej czytałam, że nie należy polegać na uczciwości tutejszych sprzedawców, zwłaszcza jeśli biorą cię za turystę a na produkcie nie ma naklejki z ceną. Tym razem za wstążeczki kupione po 0,25 m zapłaciłam za każdą jak za metr... To będą drogocenne wstążki ;)

Druga zaczęta praca na razie w fazie projektowej, ale dziś w planach mam zszywanie. Papierowych szablonów zrobiłam kilkadziesiąt ale już czas te uwolnić, bo kolejne heksie czekają.


Na koniec heksagonowe szaleństwo udzieliło się nie tylko mi i nie mogłam odmówić gdy mój 4 latek sprezentował mi taką bransoletkę i zażyczył sobie bym nosiła ją przez 2 dni. Śmiesznie tylko wyglądało gdy wieczorem zauważyłam, że mam opalone heksagony :)


Do zobaczenia mam nadzieję wkrótce jeśli tylko upały mnie nie wykończą ;)
Ula
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...