poniedziałek, 20 lutego 2017

3 szkockie naparstki

Każdy od kogo innego!
Pierwszy zrobiła moja Córcia z gliny samoschnącej i pomalowała, specjalnie dla mnie!


Drugi (do kolekcji niebieskich) dostałam od Męża z wycieczki do zamków z naszymi Gośćmi, na którą niestety nie mogłam pojechać. A trzeci jest od naszych Gości. Przedstawiony na nim piękny kwiat to symbol Szkocji i nie jest to oset jakby mogłoby się wydawać, a popłoch pospolity (ang. thistle).

 

sobota, 18 lutego 2017

The Spring Quilt Festival Edinburgh

W ten weekend obywa się Quilt Festival w Edinburghu więc już od dłuższego czasu czekałam na nadejście dzisiejszej soboty! Sama wystawa jest mała, za to okazji do zakupów dużo :) Ale niektóre quilty naprawdę mi się spodobały. We wrześniu będzie edycja jesienna połączona z konkursem i mam wielką nadzieję, że uda mi się uszyć quilt, który wymyśliłam i też się tam zaprezentować.
Kilka ujęć prac:







Moje zakupy - niebieski materiał nakazał mi kupić mój 3 latek (i twierdzi że to nasz materiał, a w sumie to jego a ja mam tylko coś mu uszyć), wielki guzik kupiła moja Córcia z latarniami to oczywiście ukłon w stronę naszego rodzinnego bzika.


Za 2 tyg kolejna wystawa, tym razem w Glasgow i mój quilt też tam będzie!

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Imbryczek

Uszyłam sobie imbryczek, pierwszy z czternastu. Wszystkie imbryczki będą w tonacji niebieskiej kojarzącej się raczej z ceramiką bolesławiecką, ale nie mogłam się oprzeć gdy znalazłam skrawek tej tkaniny i ten jeden wyjątkowy imbryczek jest czerwony z... latarnią w centralnym miejscu!


Wzór pochodzi od Shape Moth i znajdziecie go tu. Trochę uprościłam oryginalny wzór, żeby szybciej się szyło, a wenę do szycia zawdzięczam mojemu uporowi w zużywaniu kiedyś wydrukowanych wzorów - ten chyba jest ostatni z tych zalegających (zalegał od 2011 roku!).

Fajnie znów usiąść do maszyny!

sobota, 7 stycznia 2017

Naparstki Mikołajowe

Mikołaj Mąż podarował mi w tym roku dwa piękne naparstki z Museum Collection i nawet wiem, że kupił je w National Portrait Gallery w Edynburgu.



A przed Świętami dostałam jeszcze od Męża pięć innych naparstków z okazji "bo była taka okazja na ebayu" ;)
Ptak to modraszka - darzę niebieskie ptaki szczególną sympatią!


Te trzy niebieskie nie dość, że zasilą kolekcję jednokolorowych niebieskich to jeszcze mają cudowne wiatraki.


W Nowy Rok wkroczyłam więc z powiększoną kolekcją naparstków (stan na dziś to 146 sztuk) i prawie gotową kolejną półeczką, którą Tata z Chłopakami zbijał po Sylwestrze - jak to mówi nasz Jaś: "przystukali" i jest gotowe!

wtorek, 27 grudnia 2016

Zrobiliśmy sobie latarnię

Nasz rodzinna fascynacja latarniami morskimi nie ustaje! Wymyśliliśmy więc, że zrobimy sobie własną lampkę latarnię morską. Latarnia jest recyklingowa. Powstała z opakowań, oklejonych gazetami i pomalowanych farbami akrylowymi. Brzmi krótko ale jej powstawanie trwało dobre 5 miesięcy. Pomysł wpadł nam do głowy w sierpniu a ostatni etap: oklejenie podstawy papierem do decoupage i naklejenie muszli odbyło się dziś - w ostatnich dniach grudnia. Tak naprawdę każde zdjęcie jest z innego miesiąca i doskonale pokazuje etapy naszej pracy.


Mechanizm lampki mój mąż wymontował z lampki biurkowej, która była popsuta i którą już dawno kazałam mu wyrzucić... jednak zbieractwo się opłaciło. Tylko żarówkę mamy super nowoczesną - LED 3W, żelowa i nie nagrzewa się. Szklana góra to słoiczek po mini dżemie, a zbyt jasne światło tłumi papier.


Oklejanie idealnie gładkie nie jest więc dobrze widać, że to nasze pierwsze podejście do masy papierowej. Malowanie zajęło też trochę czasu. Najpierw używałam zwykłych farb do malowania dla dzieci, efekt słaby, nie kryło i pękało. Kupiłam prawdziwe akryle w tubce i efekt jest super!


Muszle na dół zebraliśmy podczas plażowego spaceru we wrześniu ze specjalnym przeznaczeniem na lampkę. A pomysł oklejenia podstawy papierem decoupage, który został po oklejaniu papierowych figurek z dziećmi, wpadł mi do głowy dopiero dziś, bo długo nie mogłam wymyślić jak wykończyć dół żeby miało to sens.


Najfajniejsze w lampce jest to, że jest nasza, rodzinna, zrobiona wspólnie, zawsze mojemu malowaniu, klejeniu itp towarzyszyły prace naszych dzieci, które też tworzyły coś ciekawego.
A w bonusie załapałam się na udokumentowanie prac :)


Nie jestem pewna czy uda mi się pokazać jeszcze w tym roku naparstki jakie dostałam od Mikołaja więc życzę Wam już teraz radosnego powitania Nowego Roku 2017 - niech przyniesie Wam pomyślność i szczęście!
Ula

środa, 21 grudnia 2016

Tutorial - prosta okładka na zeszyt

Tutorial powstał przy okazji grudniowej imprezy urodzinowej mojej Córki, na której ozdabiałam wraz z 9-cio latkami okładki na notesy. Impreza wyszła mi trochę przez przypadek. Gdy się zabrałam za planowanie nigdzie już nie było wolnych terminów na kreatywną zabawę i stwierdziłam, że takie zabawy to sama umiem zorganizować. Teraz mogę napisać, że to były udane 2 godziny! Mam nadzieję, że oprócz fajnej zabawy dziewczyny łyknęły trochę szycia, bo guziki przeszywały pierwszy raz więc to było niezłe wyzwanie! Niestety zapomniałam zrobić zdjęcia wszystkim gotowym okładkom i mogę pokazać tylko jedną z nich, mojej Córci. Niestety brokat trochę się starł po tygodniu.


Wykonanie okładki jest banalnie proste i wymaga tylko chwili czasu.
Potrzebujemy materiał, najlepiej jakiś grubszy niż tradycyjna bawełna. Ja wykorzystałam materiał obiciowy kanap z IKEI. Kilka dobre kilogramów tego materiału dostarczył mi mąż kilka tygodni temu, zadowolony wracając z IKEI z obwieszczeniem: kupiłem Ci materiał! Na początku byłam przerażona ilością, ale teraz mogę chwalić jego zmysł poszukiwacza :) Materiał to cały pokrowiec i poszewki na poduszki na wielką kanapę, materiał jest super, każdy element (było ich chyba 9) kosztował na wyprzedaży 10 pensów więc interes jest genialny!

Tutorial okładki na zeszyt A5:
1) potrzebujemy prostokąt o wymiarze 49x25 cm
2) obszywamy go ściegiem overlokowym dobraną kolorystycznie nicią

 
3) podszywamy krótsze boki na szerokość 1,5 cm pojedynczym podwinięciem


4) zakładamy bok na 6,5 cm, przeszywamy 1,5 cm od brzegu górnego i dolnego


powtarzamy tę czynność z obu stron na dole i na górze


wywijamy "zakładki" na prawą stronę


5) przeszywamy dolną i górną krawędź okładki, ale tylko pomiędzy zakładami bocznymi, ok 1 cm od brzegu tak żeby "złapać" obszyty materiał na lewej stronie


 Okładka jest gotowa!



Teraz potrzebne już tylko ozdoby według uznania. U nas były to litery imienia i serce naprasowywane fizeliną dwustronnie klejącą, drewniane guziki serca, brokat do tkanin i pisaki do tkanin.

Mam nadzieję, że tutorial komuś się przyda a tekst jest jasny i zdjęcia pomogą gdyby coś było zbyt zawiłe.

Tym tutorialem dotarłam prawie do Bożego Narodzenia więc życzę Wam radosnych Świąt w rodzinnym gronie!
Ula

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Torby dla Dziadków

Torby są aż cztery, zaprojektowane, przygotowane i uszyte sierpniowymi wieczorami ale dopiero teraz wszyscy dostali swoje prezenty.


Moje najstarsze dzieci jeszcze w czasie wakacji dostały zadanie zaprojektowania liter, dobrania materiałów a ja wykonałam tylko pracę przyklejania i przyszywania napisów na gotowe ekologiczne torby zakupowe. Guziczki i ozdoby przyszywaliśmy kolektywnie -część sami, a gdy już zapału było mniej doszyłam ja.W ten sposób przemyciłam im wiedzę tajemną pt. przyszywanie guzików i ciesze się bo w tej kwestii już im igła nie straszna!


Pierwsze trzy torby projektowane są dziewczęcym okiem


I torba projektowana według chłopięcego zmysłu


Uff miałam w tym roku dużo projektów szykowanych w ukryciu i to dużo dużo wcześniej, nareszcie wszystkie ujrzały światło dzienne!

piątek, 2 grudnia 2016

Echa wystawy w Zielonej Górze... jelenie

Moja praca Natura, jak już wspominałam jakiś czas temu, miała zaszczyt stać się częścią wystawy Patchworkowa Przyroda, która wciąż jest do podziwiania w Zielonej Górze. Piękne zdjęcia z wystawy pojawiły się na wielu blogach i na stronie Stowarzyszenia Polskiego Patchworku. Zajrzyjcie koniecznie!
Ja też dostałam garść zdjęć od moich Teściów, od Ojca i od znajomych z Zielonej Góry i nie ukrywam, że jestem za nie ogromnie wdzięczna, bo bardzo chciałabym być w ukochanej Zielonej, ale teraz tutaj miałam ważniejszy czas.
Tak prezentuje się moja narzuta w otoczeniu pięknych quiltów.


A dzięki mojemu Ojcu mam świetne zestawienie ryczącego jelenia z narzuty z ryczącym jeleniem z wystawy w sąsiedniej sali.
 

Oba jelenie "nieżywe" ale podobne, prawda? :)

środa, 30 listopada 2016

Dzień Świętego Andrzeja

Święty Andrzej jest patronem Szkocji, więc co roku z okazji tego święta można zobaczyć zupełnie za darmo wiele szkockich atrakcji turystycznych. W zeszłym roku wybraliśmy Zamek w Edynburghu a w tym roku dwa inne zamki niedaleko nas. Dirleton Castle i Tantallon Castle. Niestety nie było mi dane pozwiedzać bo musiałam zostać w domu z najmłodszym, który poszalał z chorowaniem, ale reszta Rodziny wyruszyła na wyprawę i przywieźli mi z niej oprócz zdjęć także naparstek, który powiększył moją kolekcję niebieskich szkockich naparstków (pierwszy z lewej).



A to prawdziwy Tantallon Castle.


I Dirleton Castle.


Z zewnątrz zamki są niepozorne, ale zajęły moim podróżnikom kilka dobrych godzin zwiedzania i były ogromną atrakcją dla każdego! Za rok planujemy już kolejne zwiedzanie zamków tym razem w komplecie.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Prezenty dla Mamy

Narzutę uszyłam w czasie wakacji. Grzecznie czekała na czas dotarcia do swej nowej Właścicielki. Nie ukrywam, że miałam z nią mnóstwo przygód ale w końcu musi być wyjątkowa bo jest dla mojej Mamy.


Narzuta ta uwolniła spore zapasy moich fioletów, ale przede wszystkim metry koronki, którą dostałam kiedyś "bo ty szyjesz" i która zalegała mi w pudle (jeszcze ogrom koronek został ale ile już wykorzystałam to mnie bardzo cieszy!)


Wymiary docelowe narzuty to 160x210 cm. Gdy już miałam skanapkowaną całość olśniło mnie, że czarny materiał, który wszyłam jako część tyłu może farbować pomimo, że był prany. Sprawdziłam - farbował. Wyprułam go, skanapkowałam ponownie połowę narzuty i wypikowałam. Dopiero po pikowaniu doznałam kolejnego olśnienia, że czerwony tartan chyba jednak nie był prany więc będzie farbował. Sprawdziłam na małym kawałki i nie trudno się domyślić pięknie farbował. Na szczęście po jednym praniu przestawał farbować całkowicie. Więc przepikowana całość trafiła do wanny na szybką kąpiel odfarbiającą- kilka przeprań i kilka płukań tak żeby kolor nie wnikał w inne tkaniny, bo w pralce by sobie dopiero poszalał. Potem już puściłam pranie w pralce i efekt jest taki, że nic nie jest zafarbowane! Ale myśli miałam już najczarniejsze. Na wszelki wypadek i tak zalecę Mamie pranie w 30 stopniach z dużą ilością chusteczek wyłapujących kolor na pierwszy raz.


Ale to nie koniec przygód. Czy wiedziałyście że gotowy quilt po praniu- nawet jeśli był uszyty z dekatyzowanych tkanin! - traci ok 5-7% swego wymiaru. Boleśnie się o tym przekonałam gdy z 210 cm zrobiło się 200, a ze 162 cm jakieś 156cm... Zaczęłam szukać informacji czy da się to jakoś uratować. Quilt był wciąż przed doszyciem lamówki. Znalazłam bloga Shannon i jej sposób mnie uratował! Zajrzyjcie do niej koniecznie!
Skutecznie poszerzyłam i wydłużyłam quilt, chociaż braki materiału już mono mi doskwierały i pikowanie po tych doszyciach było krótko mówiąc słabe. Gdy doszyłam lamówkę poczułam ulgę!

Jako część prezentu powstała kolejna poduszka Drzewo Rodzinne, ale nie starałam się stworzyć kompletu z narzutą, bo z założenia będzie w innym pokoju.


To wszystko jak prawdziwa dobra bajka działo się już dawno temu i teraz mogę sobie powspominać :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...